O kosmetycznym zastosowaniu piwa ciąg dalszy - moja pierwsza podróż kosmetyczna.


Specjalnie dla Was pojechałam w zeszłym tygodniu do Czech, żeby sprawdzić całą prawdę o zastosowaniu kosmetycznym piwa. Odwiedziłam tam przepiękną uzdrowiskową miejscowość Karlowe Wary. I muszę przyznać, że urzekło mnie to miejsce. Dlaczego?

Ano dlatego, że miasto ma wspaniałą historię i ujęcia leczniczej wody, która tryska w parunastu źródłach zlokalizowanych w malowniczych okolicznościach architektury, głównie unikalnych budowlach zwanych kolonadami. Wszędzie przechadzają się turyści (ku mojemu zdziwieniu w większości Azjaci i Rosjanie), trzymający specjalne kubeczki z dziubkiem, co chwila nalewający i popijający prozdrowotną wodę. Sama tez nabyłam taki kubeczek i spróbowałam tej wody. Była gorąca (nawet 64 stopnie) i bardzo słona. Jednym słowem - niedobra. Ale czego się nie robi dla zdrowia i urody?


Piękne architektonicznie Stare Miasto otaczają zalesione, zielone góry. Daje to atmosferę intymności i bezpieczeństwa, stanowi wspaniałą ramę dla tego uzdrowiska. Z samego centrum można się dostać kolejką na wieżę widokową Diana (co oczywiście uczyniłam) i podziwiać widoki ze szczytu nad Karlowymi Warami. Przepiękne! Taka mała uwaga - lepiej być wtedy w spodniach, przez hulający na wieży wiatr, moja sukienka była co chwilę wyżej niż powinna, ku uciesze innych zwiedzających.

Stare Miasto Karlowych Warów przedziela rzeka Tepla. Po obu jej brzegach są deptaki  - Stara i Nowa Louka a przy nich cudowne kamienice, w których mieszczą się sklepy, hotele i restauracje. Na szczęście są też i mosty. A na jednym z tych mostów możemy nawet się rozgościć i coś zjeść - super sprawa. W centrum Starego Miasta znajduje się charakterystyczny gejzer, który pobiera wodę z 3000 metrów pod powierzchnią ziemi i wyrzuca ja na 12 metrów w gorę (a woda na wylocie ma 73 stopnie Celcjusza)! 

Spośród sąsiadujących z rzeką budynków, najbardziej rzuca się w oczy zabytkowy Grandhotel Pupp. Oprócz charakterystycznej nazwy, która jakoś od razu wpadła mi w ucho (ciekawe dlaczego ;), wyróżnia go to, że grał w wielu filmach między innymi w Casino Royal o Bondzie. Na dziedzińcu przed hotelem odnalazłam również ślady znakomitych gości hotelu, wiele gwiazd światowego formatu. Były to wygrawerowane złote tabliczki pośród kostek brukowych. Według nich spośród znanych Polaków gościli tam między innymi Fryderyk Chopin oraz Roman Polański. 

 

Chodząc z rozbieganą głową (żeby podziwiać widoki) i robiąc dziubek, żeby popijać leczniczą wodę ze swojego kubka z dziubkiem, zorientowałam się, że na chwilę zapomniałam o głównym celu swojej podróży - odkryciu właściwości kosmetycznych piwa. 

Pomimo, że po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do słonego smaku leczniczej wody, z przyjemnością przerzuciłam się na lokalne piwo. Muszę przyznać, że bardzo mi ono smakowało. Zarówno w wersji jasnej, jak i ciemnej. Nie jestem typem piwosza, więc bardzo mnie to zaskoczyło. Myślę, że jest to zasługa zarówno wspaniałej czeskiej kultury piwowarskiej, jak i doskonałej jakości lokalnej wody. Tamtejsze piwo jest lekkie i bardzo orzeźwiające. 

Piwne spa o czeskiej nazwie "Pivni Lazne" mieści się w samym sercu Starego Miasta przy ulicy Stara Louka. To mały i bardzo nastrojowy obiekt, który można wynająć sobie na wyłączność. I tak też zrobiłam. 

Na miejscu powitała mnie sympatyczna Pani Emily, która przygotowała mi gorącą kąpiel w wodzie termalnej z dodatkiem koncentratu piwnego, piwa, drożdży piwowarskich, słodu a także chmielu. Woda nie wyglądała za ciekawie, miała żółtawo-zielonkawe zabarwienie i delikatny piwny aromat. Weszłam pełna obaw a po krótkiej chwili relaksowałam się, rozkoszując ciepłą kąpielą z hydromasażem. Przez kąpiel i własny nalewak piwa bez ograniczeń, prawie nie mogłam skupić się na prowadzeniu mojego programu podróżniczego! Ale chyba się udało. Mam nadzieję, że go obejrzycie i ocenicie sami.


Muszę przyznać, że po kąpieli piwnej, moja skóra bez zastosowania żadnego balsamu, była dobrze nawilżona i błyszcząca. Drobne ranki, które miałam na rękach przez chwilę zapiekły przy wchodzeniu do wody, ale po chwili przestały i szybko podgoiły. Coś zaskakującego zadziało się natomiast na moich włosach. Po ich wysuszeniu, bez żadnego szamponu ani odżywki, okazało się, że mam ich jakby dwa razy więcej! Powstała błyszcząca grzywa jak u lwa. Objętość razy dwa, co najmniej! I ten efekt powalił mnie na kolana najbardziej.


Dlatego podaję Wam teraz prostą recepturę na szampon piwny. Ja już sobie teraz nie wyobrażam innego. Jeśli jesteś blondynką kup jasne niepasteryzowane piwo, bez żadnych sztucznych dodatków. Jeśli jesteś brunetką, kup sobie takie ciemne. Zagotuj je, zminimalizuj ogień i zredukuj aż stanie się gęste jak szampon. Zmieszaj ze swoim ulubionym szamponem w proporcji pół na pół. I voila, gotowe! Nie bój się o zapach piwa, ponieważ ten ulatnia się podczas suszenia włosów.

Reasumując, jeśli chcecie wybrać się do pięknego uzdrowiska, polecam spróbować wód leczniczych w Karlowych Warach. Jeśli macie ochotę na kąpiel w piwie, polecam Wam odwiedzić Pivni Lazne (www.pivnilazne-kv.cz). A piwo, które mi tak zasmakowało i w którym się kąpałam, pochodzi z jednego z najstarszych browarów czeskich - Krusovice.



Kobieta Kosmetyczna